Z wizytą w Tuszynie

Niedawno odwiedziliśmy w Tuszynie Pana Zbigniewa, który razem z bratem zajmuje się pszczelarstwem od wielu, wielu lat… Opowiedział nam o swojej przygodzie z pszczołami i narastających problemach.

Kradzieże lub niszczenie uli to coraz częstsza zmora pszczelarzy. Młodzież robiąca sobie testy odwagi na niewinnych owadach i konkursy kto więcej rozbije uli – to bezmyślne zachowania, niszczenie ciężkiej pracy, czyjegoś mienia i wyrządzanie krzywdy zwierzętom, które są tak samo jak psy, koty czy konie chronione prawem i grozi za to kara więzienia.

Zatrucia pestycydami, nawozami (zły wpływ związków azotowych), innej chemii, w tym glifosatu to coraz częstsze źródła zatrucia nie tylko pojedynczych pszczół czy rodzin pszczelich, ale źródło zatrucia całych pasiek. Nie pomaga, że pszczelarze proszą księdza, żeby na początku sezonu rolniczego uczulał rolników o tym by pamiętali, aby oprysków nie wykonywać w ciągu dnia z uwagi na pszczoły i inne owady zapylające.

Ciągły grzech, to patrzenie na czubek własnego nosa, a nie globalnie. Gdy kwitną sady i pola rolnicy myślą o pszczołach. Narzekają, że nie ma wystarczającej liczby owadów zapylających i przez to plony są marne, ale jak tylko sady i pola przestają kwitnąć (a czasem nawet podczas kwitnienia) opryskują rośliny pestycydami i innymi środkami chemicznymi, nie oglądając się na przepisy i to, że takie opryski powinni robić o zmierzchu lub w nocy, gdy jest bezwietrznie, bo wtedy pszczoły pozostają w gniazdach i są w miarę bezpieczne.

Brak świadomości na temat roli owadów, bezustanne myślenie tylko o sobie, pokutuje coraz większym wymieraniem pszczół i trudnościami z utrzymaniem ich w zdrowiu.